Moja bento historia #12

przez Malwina

Dzień dobry,

Dziś w cyklu Moja bento historia o swojej przygodzie z lunchboxami opowie Wam Gosia, w sieci znana jako Pimposhka. To przemiła kobietka, którą poznałam za sprawą Instagrama (Ig łączy wszystkich bentomaniaków). Polecam śledzić jej konto – KLIK, bo znajdziecie na nim mnóstwo pysznych bento inspiracji. 

Gosia opowie Wam o tym, jak organizuje się na co dzień, jakie pudełka poleca i co najczęściej do nich pakuje. Na końcu znajdziecie fajny i prosty przepis na pyszną granolę. Ja wypróbuję go już w weekend. A teraz oddaję głos samej Gosi 🙂 Miłej lektury!

PS. Odsyłam Was także na blog Gosi, gdzie znajdziecie recenzję mojej książki „Lunchbox na każdy dzień”, a także konkurs, w którym do wygrania jest lunchbox Monbento.

Jak to się zaczęło , co skłoniło Cię do rozpoczęcia przygody z lunchboxami?

Mieszkam w Wielkiej Brytanii, ojczyźnie lanczu. Ale typowy Angielski lancz to trójkątna kanapka, mała paczka czipsów oraz butelka z jakimś napojem. Taki typowy ‚mealdeal’ w każdej kafejce i supermarkecie, gdzie można kupić lancz w drodze do pracy. Dodatkowo te kanapki prawie zawsze są takie same: koktajl z krewetek, tuńczyk z kukurydzą, wędzona szynka z musztardą, szynka i cheddar, jajko z majonezem itd. Każdy sklep ma swoją wersję tego samego składu a dodatkowo Angielskie pieczywo wiadomo jakie jest ;). A ja generalnie nie przepadam za chlebem i kanapkami. Jeśli więc kupuję lancz to głównie jest to sushi (na szczęście dostępne równie powszechnie jak kanapki). Sushi też może się jednak przejeść a poza tym nie jest to tania opcja na codzienny lancz. Zazwyczaj zestaw sushi kupuję sobie raz w tygodniu (zazwyczaj w piątek kiedy pod koniec tygodnia mam „mniej pary” aby szykować coś wieczorem), a mniej więcej raz na dwa tygodnie jem lancz na mieście w jakimś towarzystwie). To pierwszy powód, dla którego najczęściej przynoszę lancz ze sobą do pracy (co jest generalnie szalenie popularne wśród moich kolegów z pracy).

Po drugie, do pracy przychodzę bardzo wcześnie rano (jak na Angielskie warunki) w związku z czym śniadanie również jem w pracy. Ze śniadaniem jest większy problem niż z lanczem. Szybka opcja to w zasadzie jakaś słodka bułka/francuskie/duńskie ciacho z kawą, ewentualnie tost z serem i szynką. Albo śniadanie z MacDonalda (kiedyś byłam wielką fanką śniadań z MacDonalda, te serwowane w Polskich Macach są okropne!). Wiele kulinarnych miejsc otwiera się dopiero ok 11:00 więc siłą rzeczy na śniadanie mam mniejszy wybór. Żadna z tych opcji nie jest zdrowa. I dlatego najczęściej przychodzę do pracy z własnym śniadaniem.

Z jakich pojemników korzystasz?

Plastikowe pojemniki (nie tylko na lancz) to moja lekka obsesja. Mam pokaźną kolekcję i pewnie byłaby jeszcze większa gdyby nie to, że mąż zagroził rozwodem 😉. Mój podstawowy pojemnik, który często widać na Instagramie to klasyczne Monbento. Bardzo lubię ten pojemnik za jego prostokątny kształt, bo wygodnie mieści się w plecaku. Nigdy nie miałam problemu z wyciekaniem jedzenia, co zdarza mi się czasem w innych pojemnikach, które muszą być w plecaku ‚bokiem’ bo są kwadratowe. Bardzo lubię też pojemniki firmy Sistema. W tych pojemnikach często zabieram sałatki (bo niestety czasem przeciekają), śniadania albo zupę. Sistema ma świetny kubek na zupę, można go włożyć do mikrofali i prosto z niego jeść. Ponieważ ‚stoi’ on w plecaku nigdy nie miałam problemu z wyciekaniem. Od Sistemy mam również kubek na szejka/smoothie – najszybsze śniadanie na świecie! I mam jeszcze ulubiony kubek, w którym często noszę płatki moczone w nocy na śniadanie. Kupiłam go w Tchibo.

Oprócz pojemników, które zabieram do pracy mam też całą kolekcję różnych pojemników do lodówki, które ułatwiają mi przygotowanie posiłków. Tutaj nie ma sobie równych Tupperware. Najbardziej lubię ich zestaw czterech małych okrągłych miseczek z pokrywką tzw. leftoverbowls. Są świetne kiedy coś właśnie zostanie z kolacji co można później wykorzystać do pracowego lanczu. Mam też kilka zwykłych plastikowych pojemników często widzianych na Instagramie na zdjęciach z cyklu ‚mealprep’. Jeśli na przykład zrobię makaron z warzywami na dwa dni, to trzymam go właśnie w takim pojemniku w lodówce i potem przekładam porcję do pojemnika do pracy.

Wszystkie pojemniki, których używam polecam czytelnikom. Uważam, że fajny pojemnik to połowa sukcesu i trzeba znaleźć taki jaki nam pasuje.

Jak to wygląda u Ciebie na co dzień?

Jestem osobą, które generalnie nie lubi stać w kuchni a najchętniej wszystko bym gotowała w Thermomiksie, który dostałam w prezencie od mamy dwa lata temu i który codziennie jest w użyciu. Potrawy, które gotuję muszą być więc nieskomplikowane, a gotowanie nie może zajmować zbyt wiele czasu. Ze smutkiem przyznaję, że gotowanie, nie jest ani moją mocną stroną i raczej nie sprawia mi jakiejś wielkiej przyjemności. W zeszłym roku zrobiliśmy remont kuchni i w miarę możliwości tak zorganizowałam przestrzeń, aby wszystko mieć pod ręką. To naprawdę ułatwia pracę. Jak sobie człowiek pomyśli, że ma wyciągać te miksery, formy czy brytfanki z czeluść kuchennych szafek to od razu sięga po telefon i zamawia pizzę 😉, a jak wszystko jest pod ręką – noże i deski, pojemniki, wreszcie produkty i przyprawy, których często używam, to naprawdę łatwiej jest ‚zmusić’ się do gotowania 😉

Mam również kilka gadżetów (poza Thermomiksem oczywiście), które bardzo ułatwiają mi przygotowywanie posiłków. Moim ulubionym jest krajalnica z funkcją julienne, dzięki której krojenie warzyw w słupki zajmuje tylko kilka sekund. Ostre noże to również podstawa w mojej kuchni i muszą być pod ręką. Pracę również ułatwia mi ‚kompostownik’, który stoi na blacie i od razu ‚połyka’ wszelkie odpadki dzięki czemu nie mam bałaganu. Mam też kolekcję małych miseczek z melaminy, do których wkładam pokrojone składniki gotowe do smażenia.

Do pracy chodzę cztery dni w tygodniu a w poniedziałki pracuję z domu i to jest zazwyczaj dzień kiedy spędzam więcej czasu w kuchni. Przygotowuję sobie lancz i przy okazji lancz na następny dzień i półprodukty na kolejne dni (np. ugotuję kaszę albo brokuły). Często korzystam też z gotowych półproduktów np. już ugotowana soczewica czy brązowy ryż w saszetkach do mikrofali, makaron ryżowy w torebce prosto do woka, gotowy siekany czosnek albo imbir w słoiczkach, surowe warzywa już przygotowane np., różyczki brokuł czy mix sałat itp. Często robię dania z jednej patelni np. kasza gryczana z warzywami czy wszelkiego rodzaju makarony smażone z warzywami na styl azjatycki.

Jeśli przygotowuję sałatkę to ostatnio w stylu ‚miski obfitości’. Na parze w Thermomiksie gotuję jajka i szparagi. W tym czasie kroję w słupki paprykę, ogórek w plasterki, jakieś mięsko (wędzony kurczak albo krewetki), trochę sałaty (ostatnio króluje u mnie roszponka), kroję rzodkiewkę na plasterki, trę żółty ser a potem to wszystko ląduje w pojemniku razem z jajkiem i szparagami. Moje lancze to w połowie dania specjalnie gotowane z myślą o pracy, a w połowie resztki wczorajszej kolacji. Na przykład na kolację jem łososia z ryżem i brokułami i taka sama porcja ląduje w pudełku na następny dzien. W pracy wystarczy to tylko podgrzać w mikrofali.

Śniadania są nieco mniej różnorodne. Moim ulubionym i najprostszym śniadaniem jest po prostu wędzona makrela i kromka żytniego chleba. Kiedy jest cieplej to na śniadanie zabieram ze sobą szejki. Mój ulubiony ostatnio do maliny, mleko i jogurt roślinny, masło orzechowe, płatki owsiane i trochę odżywki białkowej (plus woda). Wbrew pozorom takie szejki mogą być bardzo sycące. A moim absolutnym hitem jest śniadanie robione w parę minut, które jest bezmleczne, bezglutenowe i można zjeść wszędzie (przepis podaję poniżej). Generalnie ‚nocna’ owsianka to super sprawa na śniadanie. Chciałabym też spróbować pieczonej owsianki, ale jeszcze nie miałam jakoś okazji (i odwagi chyba).

Generalnie pudełka przygotowuję wieczorem, nawet składniki na szejki, który potem miksuję już rano. Rano mam bardzo mało czasu, więc moje lancz boxy to musi być coś co spokojnie przetrwa noc w lodówce i potem pierwszą część dnia. Myślę, że przygotowanie pudełek wieczorem (lancz i śniadanie) to jakieś 20 minut, a w poniedziałki spędzam nad tym około dwóch godzin. Jeśli człowiek ‚wpadnie w rytm’ to nie jest to wcale dokuczliwe, a naprawdę wolę jeść w pracy swoje własne jedzenie. Oczywiście są wieczory kiedy nic mi się nie chce, wtedy następnego dnia po prostu kupuję lancz na mieście.

I byłabym zapomniała. Dla mnie ważne jest planowanie. Pracuję na cały etat, mam dwójkę małych dzieci i jeszcze kilka pozakuchennych hobby, na które muszę znaleźć czas, dlatego planuję posiłki. Zakupy spożywcze zazwyczaj zamawiam online dzięki czemu nie tracę czasu na chodzenie po supermarketach, ale też nie celebruję sobotnich zakupów ‚na ryneczku’. A posiłki dla rodziny planuję tak, aby zostało coś do pudełka do pracy.

Dlaczego warto zacząć swoją przygodę z lunchboxami?

Fakt, robienie pudełek wymaga trochę czasu i generalnie ‚zachodu’. Myślę jednak, że takie rozwiązanie ma wiele zalet. Nie marnujemy jedzenia i oszczędzamy kasę, jeśli alternatywą jest kupny lancz. Poza tym jemy dokładnie to, na co mamy ochotę albo zgodnie z naszą dietą (jeśli na przykład mamy jakąś nietolerancję pokarmową). Jest to też dobry sposób na odżywianie, jeśli staramy się zrzucić parę kilo i musimy kontrolować ilość zjadanego jedzenia. Jeśli jemy na mieście to porcje mogą być całkiem spore. Ja jestem naprawdę bardzo zapracowaną osobą, która w dodatku nie lubi gotować, a okazuje się, że jednak można.

Wystarczy trochę chęci i samozaparcia i robienie pudełek do pracy stanie się naszą druga naturą.

Skąd czerpiesz inspiracje do przygotowywania posiłków do pudełka?

Z inspiracją jest u mnie naprawdę różnie. Część czerpię z Insta oraz z tego bloga (który jest jedynym kulinarnym blogiem, który śledzę 😉. Często moje potrawy to uproszczone wersje przepisów z. kilku książek kucharskich, które mam w domu. Niektóre to dania z różnych programów dietetycznych, które kiedyś uskuteczniałam a które ‚zostały’ ze mną. A na przykład moja ostatnia ‚kreacja’ czyli sałatka z bobu i kraba zainspirowana była przepisem, który znalazłam w miesięcznym magazynie supermarketu Waitrose. Także inspirację można znaleźć wszędzie, ważne aby potrawy ‚nadawały’ się do pudełka.

Przepis na granolę orzechową oraz śniadanie ‚w biegu’.

Domowa granola orzechowa:

Łyżka stołowa oleju kokosowego roztopionego
Łyżka słodzidła – syrop klonowy/z agawy (albo więcej, do smaku)
Szczypta soli
Szczypta cynamonu
Pół łyżeczki esencji waniliowej
200 g ulubionych orzechów (u mnie nerkowce/laskowe/makadamia/migdały)
40 g płatków migdałowych

Piekarnik nagrzać do 150c.
W małym rondelku rozpuścić olej kokosowy dodać słodzidło i przyprawy, wymieszać aby sól się rozpuściła. Orzechy (oprócz płatków migdałowych) mielimy na grubo (wystarczy kilka sekund) w malakserze albo siekamy nożem. Orzechy łączymy z płynnym olejem kokosowym, wykładamy na blachę, posypujemy płatkami migdałowymi i wkładamy do piekarnika na 20 minut. Po 10 minutach w piekarniku granolę należy przemieszać.

Z tego przepisu wychodzi całkiem spory słoik.

A teraz śniadanie:

35g płatków owsianych (jeśli ma być bezglutenowo to bezglutenowe)
85 ml mleka roślinnego
łyżka rodzynek
szczypta cynamonu
jabłko
cztery łyżki stołowe granoli orzechowej

Wieczorem zalewamy płatki mlekiem roślinnym (ja używam kokosowe) dodajemy rodzynki i cynamon. Zostawiamy na noc w lodówce. Rano ścieramy jabłko na tarce (ja siekam w Thermomiksie), wykładamy na płatki, osobno zabieramy granolę i wszystko mieszamy tuż przed zjedzeniem.

***

Dziękuję Małgosi za poświęcony czas i przygotowanie tak świetnego materiału. Jeśli będziecie mieć do niej jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach 🙂

17 komentarzy
0

Podobne posty:

17 komentarzy

Magdalena 06/11/2018 - 3:02 pm

muszę się przekonać do pudełek, bo kanapki mi już się znudziły 🙂

Odpowiedz
Malwina 07/11/2018 - 8:26 am

Polecam spróbować chociaż od czasu do czasu. To zawsze miła odmiana i przede wszystkim zdrowsza opcja 🙂

Odpowiedz
Pimposhka 09/11/2018 - 9:49 am

kanapki są zdecydowanie out!

Odpowiedz
Magda 06/11/2018 - 6:43 pm

Nie ma temat posta ale muszę to napisać- dzisiaj odebrałam Twoją książkę. Czytam Twojego bloga jakieś 6 lat? Może nawet dłużej i bardzo się cieszę że wydalas książkę. Jest naprawdę pięknie wydana a co najważniejsze jakieś 90%przepisów podchodzi pod mojgust. ZazwycZaj nie kupuję książek kucharskich bo połowa przepisów mi nie odpowiadaa tutaj nie żałuję ani złotówki która wydalam. I czekam na jakąś kontynuację kiedyś w przyszłości;)pozdrawiam

Odpowiedz
Malwina 07/11/2018 - 8:19 am

6 lat!? Cieszę się, że jesteś ze mną aż tak długo. Miło mi, że książka przypadła Ci do gustu. Co do kontynuacji, to kto wie. Może kiedyś…

Odpowiedz
Marta 06/11/2018 - 9:06 pm

Bardzo przyjemny wpis i kolejna porcja pudełkowych cudowności!!! 🙂

Odpowiedz
Malwina 07/11/2018 - 2:52 pm

Tych nigdy za wiele 😉

Odpowiedz
Pimposhka 09/11/2018 - 9:49 am

Dzięki 🙂

Odpowiedz
Eliza 07/11/2018 - 9:24 am

Gosiu nie bój się owsianki! Ja natchniona Twoim wpisem, a w sumie chyba komentarzami pod wpisem na insta dotarłam do przepisu na pieczona owsiankę i zrobiłam tą z jabłkami właśnie od Filozofii Smaku. To mój nowy hit! Teraz będę wypróbowywać inne wersje:)

Pozdrawiam,
Eliza

Odpowiedz
bożena 07/11/2018 - 2:00 pm

Ha ha u mnie identycznie 🙂 Mnie Pimposhka też zaraziła pieczoną owsianką 🙂

Odpowiedz
Malwina 07/11/2018 - 2:49 pm

Pieczone owsianki rządzą 🙂 I dobrze! Nieśmy przepisy dalej w świat.

Odpowiedz
Ange76 13/11/2018 - 11:32 am

Pieczona owsianka, to w zasadzie jedyna forma w której moje dzieci jedzą płatki owsiane dobrowolnie 😉 Druga forma to koktajl, ale wtedy nawet nie wiedzą, że płatki owsiane są w koktajlu.

Odpowiedz
ula 07/11/2018 - 11:45 am

Jest nadzieja! Zawsze czytałam takie wpisy od osób, które uwielbiają gotować i myślałam sobie – no gdybym tylko lubiła gotować, to byłoby mi łatwiej. Ja niestety gotować nie lubię, ale oczywiście chciałabym zdrowo i ładnie jeść 🙂 I tu nagle dziś wpada mi w ręce ten wpis – daje nadzieję 🙂 pozdrawiam! Ula

Odpowiedz
Malwina 07/11/2018 - 12:42 pm

Ulu, warto próbować! Polecam przede wszystkim korzystać z prostych przepisów (a proste przecież nie znaczy nudne czy niesmaczne). Nie ma co się zniechęcać. I tak jak pisze Gosia, podstawą jest dobra organizacja. Dzięki temu nie spędzamy długich godzin w kuchni. Sporo na ten temat piszę w mojej książce 🙂

Odpowiedz
Pimposhka 09/11/2018 - 9:50 am

Oh jak się cieszę. Jeśli chodzi o obowiązki domowe to zdecydowanie wolę sprzątać niż gotować, ale sprzątanie łatwiej jest zlecić ;).

Odpowiedz
bożena 07/11/2018 - 1:57 pm

Ja dzięki Pimposhce trafiłam tutaj. I teraz namiętnie wypiekam owsianki 🙂 Nawet nie chodzi tylko o śniadania. Wcinam je, kiedy mam ochotę na coś słodkiego. Bento też planuję wprowadzić kiedyś w życie. To będzie jeden z tych elementów, który uczyni powrót do pracy mniej bolesnym. A książką planuję się rozpieścić pod choinką. To jedyna kulinarna na którą mam ochotę i o której myślę ‚muszę ją mieć’! Pozdrawiam! Blog jest genialny 🙂

Odpowiedz
Malwina 07/11/2018 - 2:50 pm

Bo to jest dobra opcja wtedy, gdy mamy chęć na słodkie. U mnie Połówek zajada pieczone owsianki zazwyczaj do porannej kawy. Małe przyjemności, które przy okazji są zdrowym wyborem 🙂 Cieszę się, że odwiedzasz Filozofię Smaku!

Odpowiedz

Skomentuj

* Korzystając z tego formularza, zgadzasz się na przechowywanie i przetwarzanie Twoich danych osobowych przez stronę Filozofia Smaku

Ta strona korzysta z plików cookies w celu poprawienia jakości obsługi. Zaakceptuj Czytaj więcej: Polityka prywatności i plików cookies